Juz prawie koniec..

Już ostatni oddech kaczuchy, urlopu znaczy, czuję na plecach, bo wiadomo: "środa minie, tydzień zginie" Zdaniem tym często się pocieszam w pracy, ale na wolnym..eech..No właśnie. Poki co do poniedziałku jeszcze trochę czasu, jutro mam zaplanowany wypad z G, znów bez szczegółowego planu, po prostu polenimy się razem, albo polatamy po lumpach, albo posiedzimy w lokalu jakowym.. Tydzień w Pobierowie minął szybko, pogoda z początku nie bardzo, ale ostatnie 5 dni (z 8) było typowo plażowych. Nawet się opaliłam, choć mojego Masaja nie dogonię . I o dziwo było całkiem fajnie, Ślubny zachowywał się, zwykle, anielsko.. fotek napstrykalam sporo .. postaram się tu zapodać ich trochę, o ile sprzętowo ogarnę (nadal nie mam kompa) Już prawie koniec lata, wokół żniwa, pachnie sianem, ziemią, obornikiem .. W sobotę Synuś jedzie na kilka miesięcy do pracy w Belgii i jeśli mu się spodoba to tak z 2 lata potrwa...buuu Moj Misiu milusi.. Taaa wiem...