Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2017

Kastrować czy nie kastrować, oto jest pytanie!

Może ktoś mi doradzi: kastrować czy nie kastrować??

Spox...o Harrego chodzi, nie o Ślubnego :P (Cóż... kohones Ślubnego - teoretycznie - raczej jeszcze mi się przydają...)

Bo proszę państwa... Ślubny zepsuł mi kota!! Koteczek był szczęśliwy z tego co ma: pokoje, piwnica, dwa balkony.. Aż Pan pokazał mu uroki podwórka trawnika i swobodnego spierdalania pańci! Teraz Harry jak nie śpi, to płacze pod drzwiami. I serce mam rozdarte, bo kocię moje cierpi, a jednocześnie boję sie puścić... Tak wiem.. taki był plan: niech kotek sobie biega swobodnie, przecież wróci do domu..ale tak naprawdę odsuwałam to w myślach i planach na tzw "zaś"

Obawy mam, bo:
kotek jest z tych co nie boją się ludzi, a jak dorwie jakiś zwyrodnialec? Albo dziecko sobie weźmie i kochani rodzice zamkną moje kocie szczęście u siebie? Nooo? Bo kto by nie chciał takiego koteczka, księciunia, słodycz chodzącą... ;)
inne koty, albo psy..albo samochody.. koteczek nieprzyzwyczajony....
jak go chuc gdzies zagna?.. noo.. pop…

437. Różnice płci ? :P

Czy brzoskwinia ma tłuszcz??? Tak twierdzi moja aplikacja, a raczej nie ma na myśli robaczka! ;)

Język ucieka mi do pasa, bo w piekarniku pierś z kurczaka z ryżem z curry i cebulką...Moja zapiekanka, lekko odkaloryzowana..ee..odkaloryczniona, ..no jakoś tak to chyba można nazwać... Zrezygnowałam z masła, choć ono sprawia, że ryż jest aksamitny. Dla Ślubnego pewnie zapiekanka będzie za "sucha"... ale cóż.. to także w trosce o jego cholesterol! Taa.. Bo raczej kalorii ten mój mąż liczyć nie musi, choć i jemu (na szczęście!) maciek podrósł i przestał wyglądać jakbym mu wyjadała z talerza, albo lodówkę na klucz trzymała.. eeeech o ileż byłoby łatwiej gdyby i on musiał dietę trzymać.. już go wyganiam z domu ze słodyczami. Niech kupuje wafelki i draże, bo to mnie (raczej) nie pokusi. Ale takie twixy czy "kamyki" orzechowe to już insza inszość!!! No i chipsy!! I piwko cytrynowe lub śliwkowe! Dziwna sprawa, bo kiedyś pił tylko "męskie" piwka, a ostatnio przerzucił…

Szczęśliwi (czasu) nie liczą ;)

Niewiarygodnie piękny wieczór nastał, po takim deszczowym i burym dniu.
Taki dziś dziwny dzień, taki poniedziałkowy piątek. Jakoś w pracy poszło jednak z górki. Mam wrażanie, ze im człowiek starszy, tym czas szybciej przecieka przez palce.

W drodze powrotnej "z pazurków" (dziś zaszalałam, mam też zrobione te u stóp) weszłam na cmentarz, bo dziś moja mama miałaby urodziny. Nie będzie grilla, był tylko znicz. Poprosiłam ją, że jakby tak jej się chciało, a w niebie pewnie nudy, to żeby tak spojrzała na ziemię i poradziła coś na moją silną wolę, przynajmniej w sprawie diety (póki co: waga drgnęła, w dobrą stronę.. ciii...odpukać!) a wnuczce dała wenę w pisaniu pracy, bo strach czy zdąży załapać się na ostatni termin!! Na jej uczelni pozmieniali regulamin i jak nie zaliczy obrony do 15 lipca,. to już w tym roku nie będzie szansy!
Dziś na kolację tylko kalarepka, bo nic więcej się mi nie zmieściło w kaloriach (ściągnęłam sobie aplikacje na komórkę, ona za mnie liczy..mam jeszcze apk…

Oblana, (chyba) zakleszczona i (prawie) obsrana!

Od tygodnia jestem na cukrowym, a raczej bez cukrowym, detoksie. Mój poziom cukru na czczo nadal za wysoki. Póki co próbuję metod naturalnych.

Jeszcze domownicy nie pouciekali. Oprócz Córy, ale ona i tak by wyjechała.

Ostatni tydzień obfitował w przygody. Takie przygody mojej miary, czyli nie ma co liczyć na górnolotne treści, lub gotowy scenariusz oskarowego filmu.W skrócie, taki zwiastun: Zostałam oblana, (chyba) zakleszczona i (prawie) obsrana!

Skoro mam już detoks cukrowy, to postanowiłam odchudzić tego hipopotama, który na zdjęciach ma moją twarz. Zatem warzywka z rybką w piekarniku, kasza i sałata z dodatkami. Nie chce mi się wstawać wcześniej, więc śniadanie(a) robię wieczorem. Zrobiłam sobie sałatę a'la rumpuć: sałata, pomidor, ogórek, rzodkiewka, czerwona cebula i serek grani. Wymojtane do kupy, cuzamen. I do plastikowego pudełka. Rano wyjęłam z lodówki i do płóciennej torby władowałam. W drodze do pracy poczułam coś dziwnego. Poślad mi zakomunikował, że mokry jest chyba. N…