Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2017

Między, a między... 416 a 418 ;)

Utkwiłam między słowem, a słowem
między nutą, a nutą
między Księżycem, a Ziemią
między piekłem, a niebem
między żalem, a radością
między codziennością, a snem
między obiadem, a książką
między klawiaturą, a "iaaaau"
między spuchniętym kolanem, a gorączką
między nadzieją, a poddaniem
między tumiwisizem, a trzepotem serca
między tym co możliwe, a co nigdy się nie zdarzy
między kobietą, a kukłą
pomiędzy przeszłością, a przyszłością
i prawie między styczniem a lutym...

Tak, właśnie tam jestem, jeśliby ktoś szukał!

http://youtu.be/bpOSxM0rNPM

Niech nie hulają myśli, niech tańczą!

Harry śpi niedaleko, więc ciiii... bo sam będzie chciał klikać różowymi poduszkami po klawiaturze! A sorki..bez wykrzyknika, bo ciiii... Zabrał mi mój ulubiony koc (ten którego sama zrobiłam na drutach) ale niech ma. Przynajmniej póki śpi;)
Ślubny stwierdził, że chyba pójdziemy po 500+ na kota. Żeby było na puszki i żwirek. Myślę, że jest szansa, może trzeba tylko podpowiedzieć Prezesowi?

Od tygodnia wypełniam uszy muzyką. Mając nadzieję na wypełnienie głowy. Zrobiła się bowiem w niej dziwna pustka. Hulają w niej niespójne myśli, takie pozaczynane, ale niedokończone. Hulają, odbijajac się od mózgoczaszki, oraz od siebie, przez co łączą się w dziwne zbitki. Kiedy usłyszą piosenkę, zaczynają tańczyć w jej rytm, dzięki czemu następuje względny porządek. Ceną za to jest to, ze piosenki wkradają się w sen. Nie jest to cena, na która mnie nie stać, zatem akceptuję. Nawet jak jest to piosenka wbrew. Niechcianie spodobana.

Styczeń prawie się kończy, jak tak na niego patrzę, to może nadchodzący …

I znów kilka rozrzuconych puzzli, do układanki życia...

Jako, że:
mój internet przestał działać jak na korbkę (odpukać!)
oraz
za chwilę zostanę w domu sama (nie licząc Harrego) a zdarzają się ostatnio dość rzadko takie chwile..
a także,
że Harry zszedł ze mnie, uwalniając moje ręce do pisania...
Piszę!
W tej chwili Harry, My Hero!! - poluje na małą ćmę! Zapewne wie, jak Pani się ich boi! Nawet tych małych, choć akurat te ujda.. zaraz zaraz.. to chyba nie jest taka sobie cma? To wygląda jak mól! Albo te takie co to w makaronach i kaszach sie lęgną!!! Noszszsz i czeka mnie przegląd szafek kuchennych i skrzynek podstołowych
Ślubny wybywa zaraz do lekarza. W3izyta na fundusz, wiec szkoda by się zmarnowała choć już niejako musztarda po obiedzie..
Synuś pojechał na siłownię
Córa w Poznaniu, ale praca licencjacka sama się pisać nie chceeeeee
i mogę sobie spokojnie kilkac!
Taaa..ale o czym?
Wiekopomne wydarzenia opisać jakieś.. hmm..
aaa..
Włosy pofarbowałam wreszcie! Już na Sylwestra się im należało, ale przeciągnęłam o dwa tygodnie... Kolor ciut jaśniejs…

I trzynasty znów nadchodzi ...

Jutro 13. Lubię trzynastego.



Wehikuł czasu:

http://loonei.blog.pl/2015/01/17/trzyyynastego-wszystko-sie-zdarzyc-mozeeee/

http://youtu.be/rn_YodiJO6k

413. Odpowiednie odniesienie

Tak, sobota minęła, a ja nic.
Owszem usiadłam do kompa, owszem zawiesiłam dłonie nad klawiaturą, jak pianista przed koncertem. I cisza. Cała para w gwizdek, czy co? A może myśli w gęstwinie synapsów (synaps?)się zaplątały, biegają tam pewnie do dziś, bidulki, szukając prawidłowego wyjścia. A może optymistka ze mnie? Bo może jednak siedzą na malutkim mózgowym wyrostku i hooop hooop.. i tylko echo im odpowiada ;P
Zatem hooop.
Tamte myśli są zaginione w czasoprzestrzeni, może kiedys się tu urodzą

Od dłuższego czasu miałam zamiar napisać o czymś ważnym . Każdy to zna, przynajmniej teoretycznie. Każdy raz w życiu taką myśl miał. Kwestia tylko tego czy zaprosiliśmy tą myśl, by się rozsiadła, rozgościła, została z nami na dłużej, na zawsze, czy jednak minęliśmy ją, pozdrawiając lekkim skinieniem głowy.

Ja nazwałam ja ostatnio "Odpowiednim odniesieniem"

Nawiedzała mnie już częściej, nawet stawiałam jej kawę, dawałam ciacho, trochę pogościłam, po czym zapominałam o niej, choćby po kryty…

"Jaki był ten rok, co darował, co wziął"

Ostatnio stale coś staje na drodze mojemu blogowaniu. Albo czasu brak, coś wyskoczy innego, albo zalogować się nie mogę. Tak było w sylwestra, kiedy wreszcie coś tam naklikałam a potem nie mogłam tego wkleić. Stale mnie wyrzucało. Pomyślałam, że może akurat wszyscy blogowicze robią to samo i system przeciążyło. Zatem duchowo się bliżej Was poczułam, ale od siebie wiadomości naklikanej nie zostawiałam.

Notka była taka:

Kolejny raz siadam przed tą "pustą kartką" z mrugającą kreską openOffisa, a litery magicznie z klawiatury chcą na nią wskoczyć. Chcą i pchają się jak uciekający w panice ludzie, podczas pożaru, usiłujący wydostać się przez jedyne, ciasne drzwi.

Często cisza nie wynika z braku tematów, ale z tego, że chce się powiedzieć za dużo.

Wiele razy w ciągu ostatniego tygodnia siadałam przed monitorem, a jedyne co mi się udawalo to...napisanie daty. Albo zabrakło czasu, albo zatkana wena zdychała.

Ostatni dzień roku, wieczorem czeka mnie bal. Siedzę z jakimś brązowym mazidł…