Posty

Melduję się urlopowo i wiosennie :)

Zaczęłam dziś tygodniowy urlop, nie w związku z WW czyli Wielkim Wirusem, po prostu, zwyczajnie, stary urlop wykorzystuję. Nie jest do końca zwyczajnie, bo Córa w domu na home office. I jakoś tak dziwnie jest mi leniuchować, kiedy ona tu ciężko pracuje...A ja dziś leniuchuję na całego! Pospałam prawie do godz 9, nie myję jeszcze okien na święta, a nawet obiad z soboty muszę tylko lekko uatrakcyjnić naleśnikami albo racuchami.. pewnie wybiorę naleśniki, bp ostatnio najtrudniej dostępnym towarem są drożdże... Nie przeminęły te braki jak w przypadku papieru toaletowego. Widać przemysł nie nadąża za gospodyniami domowymi piekącymi własne chleby i bułeczki... albo..pędzącymi alkohole panami domu . w celu odkażania oczywiście!
Powiem wam, że jestem pod wrażeniem jak ta moja pierworodna sobie radzi.. Zaczęła tą pracę w styczniu, utrzymała sie , odpukać, mimo obecnej sytuacji. Ślubny z Synusiem pracują póki co, ja też na razie chyba nie mam co się obawiać (odpukać odpukać) zwolnienia... Czyli…

Szare też może być grzeszne ;)

Siedzę sama w domu, chłopaki wrócą później, a Córa świętuje pierwszą wypłatę w nowej pracy (wreszcie w miarę "po kierunku") i będzie jadła obiad z koleżanką na mieście . W pokoju jestem tylko ja, Harry i MÓJ GRZECH! Dogadzam sobie właśnie, cudownie się w tym dogadzaniem rozkoszuję... i czuję z lekka dekadencko.Konsumuję szare kluchy z boczusiem i kiszoną kapustą! Wieki nie jadłam, bo rodzinka nie lubi. Mogłam jedynie liczyć, że tata mnie poczęstuje, bo tak dla samej siebie trzeć pyry..eee taam.. w ogóle trzeć pyry na tarce? brrrr Za to wczoraj Córa miała apetyt na plendze i rozpędziła się w tym tarciu, więc odłożyłam sobie trochę startych ziemniaków (przysypałam żytnią mąką) na dziś i mniaaam! Udały mi się wreszcie (bo kiedyś podjęłam próbę i wyszła mi szara breja) Pewnie dlatego, że przypomniałam sobie o tej żytniej mące (mama zawsze trochę dodawała) . Odchoruje to pewnie w nocy, ale co tam.. A w biodrach i talii pewnie kolejny kg przybędzie, no cóż.. jak mówiła Marylin Mon…

Odetkać myśli, sam na sam z klawiaturą

Obraz
Zapiekanka cebulowa w piekarniku, a ja mam jakieś 20 minut sam na sam z klawiaturą..Ostatnio to rzadkość.. Miałam tego czasu dziś nawet kilka godzin, ale jakoś nie dały się przywołać słowa...
Dlatego zaczynam trochę jak Nosowska w "teksańskim" pisac o pisaniu z nadzieją, że coś się uda sklecić. Chyba się przytkałam,a potrzebuję odetkania..Zbyt wiele myśli, uczuć się we mnie kłębi...Budzą mnie płonące Australie, płaczące koale i bomby wysyłane przez Blondyna i tych co  mu odpowiadają ogniem za ogień, choć z góry było wiadomo, ze tam nawet lód byłby zapalnikiem..i widzę już mojego Syna powołanego w mundur by bronić? atakować? Potem przychodzą maltretowane lub porzucone kociaki i psiaki.. I nawet mruczący słodki ciężar sidzący na mne nie koi... Dzień jakoś mija, wtedy mam władzę nad myślami (względną), wieczór po ciężkim dniu sprawia że nawet zasypiam i nagle te oczy szeroko otwarte w ciemności.. A w sumie wydaje mi się, że dobrze się mam. Stabilizacja nawet przyjemna, więc nie…

Częstotliwość znaków życia zaiste imponująca....

Obraz
Spałam dziś tak źle, że nawet się ucieszyłam, że trzeba wstawać..mimo poniedziałku! Coś mi spać nie daje, może to jak powiadają, znaczy iż jestem w czyiś snach.. a może mam wewnętrzne pasożyty...  Bardziej prawdopodobna zapewne  ta druga możliwość ;p Gula w gardle i zapchany nos, też pewnie sprawę ciut tłumaczą... Dodac do tego Harrego, który najbardziej kocha panią o trzeciej rano.. Musi wtedy położyć się na pani, z całym ceremoniałem tajskiego masażu, polizaniem nosa (piling jak marzenie), murmurandem prawie na melodię bolera RaVela ;)

.......................................................

Idą święta i.. dla mojej G to trudny czas... Zawsze to ona najprędzej ubierała choinkę, dekorowała cały dom ciesząc się tym jak dziecko (bo ona z tych co jak się cieszą to całą soba aż do bólu, jak denerwują to do wkurwu, a jak rozpaczają to .. głębokie dno) W tym roku próbuje udawac, ze świat nie ma... Wyjezdża do Londynu, zabierając Najmłodszego i Średniego. Najstarszy zostaje w Polsce, jest pi…

To juz listopad?

Obraz
To już listopad? I to za połową? No to faktycznie za długo mnie tu nie było. Myślami byłam, zaglądałam, pisałam w myślach  ale już nie umiałam stworzyć słów. Chyba chciałam coś czego napisać nie mogę, więc system obronny mi zakazywał klikać. A chyba trzeba wrócić do swoich zasad pisania o wszystkim i o niczym, a nie czekać na ogromne wydarzenia, na wielkie przeżycia i wiekopomne myśli, bo mogę się nie doczekać :P

Dziś spaliłam chipsy z buraczka, w mikrofali. Kiedyś w piekarniku wyszły mi super, więc dchciałam powtórzyć to w formie ekspresowej..no i plasterki buraczka żywym ogniem spłonęły, a w domu śmierdzi pogorzeliskiem! Oczywiście fakt, że zatonęłam w necie, w głupiej (choc uwielbiam) grze, nie miało z tą sprawą nic wspólnego...a gdzież by tam... Ostatnio jestem mistrzynią takich wyczynów.. największa to ta z moją komórką.. Na fejsie się pochwaliłam:

Pragnę poinformować wszystkich znajomych, tak w razie czego, że nie odbieram telefonu! A za sprawą krokomierza. Może nikt nie widzi zw…

Znak życia

Obraz
W razie jakby się ktoś zastanawiał, czy dycham jeszcze czy nie, to daję znać, co by nie czekać jak ja ;p
Jestem na półmetku urlopu. Wyjazd do Pobierowa udał się, pogoda w miarę. W pierwszych dniach nawet spiekłam sobie dekolt i plecy, przez co trudno było wybrać pozycję do spania..Plecy mi teraz obłażą i swędzą, ale przynajmniej do soboty opalenizna trzymała i mogłam poświecić ciut dekoltami na weselu... Szudram się jak niedźwiedź o drzewo, z tym, że ja o futryny i drzwi;) Bo gdyby mnie Ślubny podrapał to mogłabym czasem zostać całkiem bez skóry.. A ponoć po to człowiek wiąże się z drugim człowiekiem by po plecach drapał.. Cóż..może czasem lepiej kupić drapak?

Ostanie dwa dni zostalismy sami, co nie zdarzyło się jeszcze w czasie naszego wspólnego życia! Wakacje zawsze z kimś były. W tym roku Dzieciaki (yhm...?) pojechały każde osobno i nas puściły samych. A  znajomi zjechali trochę wcześniej, więc mieliśmy trzypokojowy domek dla siebie! Dosłownie można się nago gonić!  Obawy miałąm si…

Duma i święty spokój

Obraz
Puchnę z dumy!!!
Od czwartku jestem mamą pani magister! Jutro jedziemy do Poznania na absolutorium, potem na uświętniający obiad. Kiedy Córa zadzwoniła z wiadomością, że zdała na piatkę to poczułam jak kamień spada mi z serca, choć i tak wierzyłam, że zda..z drugiej strony pomyślałam, że to kolejny etap, że czas zapiernicza, że teraz to juz naprawdę w dorosłą drogę ruszyć musi.. A potem jeszcze prócz radości i dumy z mądrej Córki przyszła ulga, ze już nie będę płacić za to mieszkanie w stolicy Wielkopolski..uff...hiihihi...

Minęło znów sporo czasu od kiedy tu pisałam, a nawet zaglądałam. W tak zwanym między czasie, bawiłam się na weselu i tam o północy mój licznik przeskoczył na cyfrę 45.... Z G widuję się mało bo podjęła pracę na sezon w ośrodku wypoczynkowym, sporo pracuje, ale cieszy się, że dobrze zarobia.. Przynajmniej myśli ma zajęte czymś innym, choć tak jakoś się złożyło, że pracuje prawie z samymi wdowami.. Minęło 5 mięsiecy od śmierci Tomka.. Mnie go brakuje, a co dopiero je…