Posty

A tak sobie...

Obraz
Niedzielna burza spłukała upał, zrobiło się nagle ożywczo. Trochę szkoda, bo miałam plany jeziorne. Powinno mi dać do myślenia to, że najlepiej wychodzi mi to czego nie planuję. Upał w pracy, a na wolnym.. noo nie jest tak źle.. Znów zwalam na coś choć to ja sama stoję w rozkroku, nadal. Między tym, że czegoś chcę, a czego się boję, albo co mogłoby się zadziać SAMO. Chyba sama sobie marnuję urlop patrzeniem na zegarek, że tak szybko ucieka to wolne.. książka, komp, trochę pracy w domu..a ja nie doceniam! I dziwne to jest, bo zdaję sobie z tego sprawę, a nie umiem wpłynąć na siebie. Rozum wie, ale chyba jest go za mało, by opanował organizm ;) taa.. bo wypoczywać też trzeba umieć! Omm.. ommmm... Kilka oddechów, policzyć do stu, wziąć leżak, postawić w słońcu i założyć słuchawki NA uszy (NA bo nienawidzę tych dousznych.. bolą mnie od nich uszy, może mam jakieś dziwne?) książka, herbatka i odprężyć się!
Aaaa.. coś mi się przypomniało. Tu chyba nie pisałam... Oglądałam ślub księcia Har…

W rozkroku między sobą, a sobą, przeszłością a teraźniejszością...

Wczoraj było wczoraj i na szczęście nie dziś. Bo wczoraj nie było dla mnie łaskawe ani miłe. Niby nic aż tak, a jednak... Zaczęło się ćmieniem pod ciemieniem zaraz po przebudzeniu. Niemiły początek, choć udało się to ćmienie przewietrzyć podczas drogi do pracy, bo ranek był wyjątkowo chłodny, tak niespodziewanie. Niespodziewanie, bo ostatnio nas aura rozpieszcza ciepełkiem, delikatnie mówiąc. Było słonecznie, a rześkość była taka otrzeźwiająca, że wywiała ćmienie, jednak nie na zawsze... W pracy się okazało, że chyba nie zabrałam telefonu, gorzej, że może jednak zgubiłam?? Bo wkładałam do torebki, chyba.. Niepewność niemiła. Tak na półmetku pracy, niepokojące mroczki okazały się migreną. Natychmiast strzeliłam jej z przciwbóla. Szybka reakcja sprawiła, że dało się przeżyć. W domu szybko ale wcale nieszybki obiad i potem taka, rzadko u mnie spotykana, drzemka. Aaa.. telefon się znalazł. Faktycznie włożyłam go do torebki, tylko nie do tej. Tak to jest, jak CZŁOWIEK ma dwie :P Trochę ws…

Czas, kiedy życie smakowało powidłami śliwkowymi..

Majowe lato trwa w najlepsze, mam nadzieję, że tak potrwa aż do października. Ha! Jak mieć nadzieję to potężną, by mi się ta nadzieja nie marnowała;) Szkoda tylko, ze i ten ostatni majowy weekend nie będzie moim długim. Dlatego liczę na to, że los okaże się sprawiedliwy i przyzwoity i w sierpniu, kiedy będę mieć urlop, też lato prawdziwe da.
Przeczytałam książkę.. Kto mnie zna, wie, ze czytam książki, wracam potem do nich kiedy mnie najdzie ochota. Dlatego lubię je MIEĆ. Niech Bóg błogosławi bibliotekom, ale muszę mieć SWOJE książki, by niezależnie od czegokolwiek móc po nie sięgnąć. Ostatnio odkryłam możliwość kupowania ich za parę złotych, używanych wprawdzie, ale mi to nie przeszkadza. No i zapadłam w kolejny nałóg, mam do nich chyba skłonności. Do nałogów znaczy ;) Już wiem, że z jednego nałogu tylko inny nałóg mnie wyciągnąć potrafi. Oprócz skłonności do nałogów, mam też skłonności do dygresji..jak widać ;) . taaa... Tą książkę, którą skończyłam czytać dziś, czytałam po raz pierw…

O carramba, jak ja kocham wiosnę...

No i życie wróciło do normy, tej bardziej "szarszej" normy. G odleciała w zeszłym tygodniu, więc jakoś jest tak, jakby mi ktoś zmniejszył moc bateryjek. Zanim wyleciała, zaliczyłyśmy koncert majówkowy na rynku we Wrześni, oraz tanecznego grilla u znajomych z burzą w między czasie. Taka burza oglądana spod daszka altanki, kiedy grzmoty i błyskawice krążą wokół nas, to coś co uwielbiam. W tej chwili, właściwie nie mam już żadnego wspomagacza, czyli takiego swojego prywatnego, psychicznego dopalacza. Bo chyba wszystko się właśnie dopaliło. Albo schowało w zakamarkach i w ciemnym rogu mózgowej szuflady się przyczaiło. Czasem wychyla się jeszcze we śnie... No cóż.. Zawsze jednak mam Harrego, który jest źródłem nieskomplikowanej radości, przytulaśnym szarobiałym misiem, czasem słodką upierdliwością, kiedy to budzi mnie o 4.30 drapiąc tapczan, lub zaglądając w twarz swoimi złotymi oczami. Interesujące wrażenie kiedy wyrywasz się z głębokiego snu, a tu w ciebie, z odległości 5 cm…

Prawie mai się maj....

Wciągnęło mnie życie, co w sumie nie jest złym objawem. Tak sobie pomyślałam, że im więcej mnie w necie, tym mniej mnie w realu, choć dla otoczenia może to wyglądać odwrotnie.
Śpieszę zatem donieść, że z G wszystko ok, nawet bardzo ok. Widujemy się codziennie, serwujemy sobie spacery po deszczu i spacery przed snem i w słońcu też spacerujemy. Pijemy kawę na huśtawce...Gadamy, gadamy, gadamy...Tematów nie zabraknie nigdy, baaa.. mam nawet wrażenie, że się mnożą! Każdy temat ciągnie kolejny i kolejny, tak jak te chusteczki w rękach magika, kiedy czerwona ciągnie zieloną, a ta niebieską....a pomiędzy nimi wyskakują dwa białe gołębie. Intensywnie płynie czas, maj już na progu.. Jeszcze gdzieś znajdzie się w trawie fiołek, magnolie już przekwitają, a bez zaczyna otwierać pąki... Przed chwilą zaciągnęłam się takim zapachem z krzaka, który posadził jeszcze mój dziadek, albo babcia...
Sobota cudowna, w słońcu wręcz upał, co po kilku chłodnych dniach bardzo zaskakuje. "Dzieciaki" mi s…

Babskie rozmowy, sprawy, strachy

Ostatni dzień parodniowego urlopu, a ja dopiero usiadłam by naklikać notkę. Taką o wszystkim i niczym, wybaczcie jeśli poskaczę po tematach.. hiih.. tak mam. A to "hiihi" z tego, że parę dni temu na spacerze z G uświadomiłyśmy sobie po raz kolejny, jakie my mamy przeskoki tematowe. Nie wynikają one jedynie z tego, że spotykamy się teraz tak rzadko, bo miałyśmy to już zanim G wyjechała do Londynu. I było to dla nas niezauważalną normalką, dopóki kiedyś jej mąż tego nie skomentował: "Jak wy się nie gubicie w tym o czym mówicie?" Cóż.. po pierwsze nadajemy na podobnych falach, po drugie jesteśmy kobietami, a one (podobno naukowo udowodnione) potrafią robić wiele rzeczy na raz, a po trzecie, kiedy się ma w sumie pięcioro dzieci (jej troje moich dwoje) to życie zmusza do tego by rozmawiać tak: "Ta sukienka co kupiłam, wiesz w te kwiaty, choć tu, zostaw tą miskę, nie grzeb w tej wodzie, to trzeba ja do krawcowej dać, bo nie czuję się w tym dekolcie, no tak, wiem, ż…

Podobno jest wiosna...

Tak mi przyszło do głowy, że chyba niedługo zapomnę jak tu się wchodzi.... dlatego weszłam ;) Nawet komputer nie był odpalany kilka dni, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia... Odwyk nastąpił jakoś sam, szkoda że ze słodyczami mi to nie działa.
Kolejny tydzień mija w błyskawicznym tempie, zima nie odpuszcza, choć było kilka dni prawie wiosennych. W zeszły piątek miałam mieć sabat czyli babski wieczór, pewnie już byśmy wiosnę przywołały naszymi zwyczajowymi tańcami nago wokół ogniska, ale babski wieczór został odwołany niemalże w ostatniej chwili. Wieczór piątkowy spędziłam zatem upojnie w domu, przed TV i z igłą i nitką... Jutro i w sobotę będę mieć kucharzenia trochę więcej niż normalnie, gdyż Ślubny ma imieniny, można się spodziewać paru gości. Od lat już robimy raczej skromniej takie imprezy, jednak mimo wszystko: wielkopolska gościnność itd itp i tralallala.
Mamy już zaklepany wyjazd nad morze, kilka dni, miejsce to samo co (prawie) zawsze. Jedyna różnica to taka, że będzi…