Posty

Jak się nie bać...?

Kiedyś uważałam, że musi być dobrze.
Nic złego się nie stanie, mnie to nie dotyczy.
Kiedy moja mama miała zawał, moje przekonanie spowodowało, że nawet bardzo się nie wystraszyłam, bo nie może być przecież źle. I faktycznie. Mama przecież wróciła do domu.
Kiedy u mojego taty wykryto nowotwór jelita grubego, to nawet złe statystyki nie sprawiły, ze miałam jakieś wątpliwości.. przecież musi być dobrze, bo nie może być inaczej! I faktycznie, tata walkę wygrał, wyzdrowiał.
Dziwne w sobie miałam (mam?) to, że nadmiernie się stresuję duperelami, a w takich przypadkach" "będzie dobrze"
Naiwność młodości, wiara optymistki, może umiejętność blokowania strachu..
Pierwsze poważne rysy w tym poczuciu powstały kiedy moja mama, prawie pięć lat temu, nie wybudziła się po operacji.

A dziś...

Wróciliśmy z pogrzebu.. Ostatnie pożegnanie.. Żegnaj przyjacielu! Już nam Ciebie brakuje.. Znaliśmy się od dziecka, (podobno wsadziłeś mnie z moim bratem w gniazdo os..hiih..nie pamiętam) Spędzaliś…

Czasem mimo wszystko...

Znów zbyt dużo liter pcha się na raz na klawiaturę, przez co zatwardzenie pisalnicze i już... To co się przepchnie całkiem nieatrakcyjne jest, ale może utoruje drogę na "zaś"?
W pracy smutek, bo koleżankę spotkało nieszczęście, a nawet dwa, bo parami chodzą cholery.. Umarła jej mama, a po 2 tygodniach mąż... Ta druga śmierć zupełnie nieoczekiwana, trzasnęło mnie, a co dopiero nią.. Ten rok zaczął się jej tragicznie... Jutro mam wolne, idę na pogrzeb..
Carpe diem ludzie! Niby się to wie, że trzeba cieszyć się życiem i doceniać to co się ma, a jednak czasem życie samo nam to brutalnie ukazuje! Zatem cieszę się składaniem mebli do sypialni. Stoliczek nocny, niby prościzna, zaczęłam sama, zanim moje chłopaki wróciły, prawie skończyłam, ale niestety prawie...Bo kiedy do pracy wkroczył mąż, to..rolka od szuflady, ten tego, jakos się spsuła.  Drugi stoliczek wczoraj już poszedł mi sprawnie, wszystko ok, tylko rolkę "pożyczyłam" od komody..i przez to utkwiłam aż będzie now…

13...

Właściwie to coraz częściej zastanawiam się czy warto trzymać to miejsce... No ale jeść nie woła i czynszu nie trzeba płacić, wiec taki ..ostatni łącznik niech sobie będzie. Z czym łącznik? Nie będę definiować , po prostu. Nie ma kropki, nie ma znaku zostaje złudzenie łączności.

Myślałam nad tym, że nie jest źle, ale chyba też nie jest jakoś specjalnie dobrze. I już chyba wiem, przecież już znam ten mechanizm i dziwne, że dopiero co na to wpadłam! Po prostu emocjonalnie się owinęłam kokonem, watą, oddzieliłam murem. Taka blokada nie pozwala się rozpaść, rozsypać ale też nie wpuszcza tych emocji, które sprawiają,  że czuje się kolory życia. Bo jest tylko szarość i beż, nie ma czerwieni ale i mrok trzyma w ryzach. taka cena. Podświadomie sobie to rekompensuję kolorami w ubraniu. Stąd więcej wzorów, długi czerwony sweter i nowe turkusowe okulary (jeszcze do odbioru). I tak spojrzałam, że wbrew temu co piszę, dziś jestem ubrana na czarno, może stąd to przygnębienie i wewnętrzne rozedrgani…

A aa...jeszcze tytuł...

Obraz
Przyleciała moja G i już powiał wiatr, wir zawirował i.... noo jest ruch. Od wczoraj mam wolne, cały dzień spędziłyśmy razem. G robi sobie przegląd techniczny, jak zawsze kiedy na dłużej przyleci (tym razem jest aż do Trzech Króli) Już rano spotkałyśmy się na kawie u niej, wymieniłyśmy upominkami. Ja jej dałam kolczyki przywiezione z Pobierowa, a dostałam muszelki z Cornwallii i pięknie zapakowane mydełka. Zostawiłam je u niej na ławie, bo i tak miałyśmy wypad na miasto, a potem w planach herbatkę u niej. Potowarzyszyłam G najpierw u okulisty i u optyka (przy okazji dowiedziałam się, że jest coś pośredniego między zwykłymi okularami a progresywnymi, więc i ja takie sobie planuję sprawić..ostatnio z moim wzrokiem gorzej...stąd też tutaj większa czcionka...a może ręce mam za krótkie?;)) Potem poszłyśmy na kawę i ciacho przy czym ciacho stało się pizzą. Naprawdę super zdrowe śniadanie... Obawiam się, że po świętach będziemy musieli zwiększyć skalę remontu i poszerzyć futryny w drzwiach..…

Sio burości, sio myśli niechciane..

Obraz
Chrupię marchewkę, w oczekiwaniu aż ugotują się ziemniaki. Głodna jestem i choć już wczoraj ugotowałam na dziś pulpety w sosie pomidorowym, to jednak doczekać się obiadu nie mogę...  Stałam nawet nad garnkiem, ale wiadomo, że to przekorna bestia. Jak stoisz i pilnujesz to gotować się nie ma zamiaru, natomiast odwróć się na chwilę to zaraz kipi.. No cóż.. może pogoda w stylu: "jeszcze się nie zrobiło jasno, a już ciemno" sprawia, ze nawet w gotowaniu dopatruję się przekory i złośliwości w przedmiotach nieożywionych... Klawiatura zresztą też wstawia mi co chwilę nie takie literki..i muszę poprawiać, a moja cierpliwość ostatnio jest taka, ze wrrrr....
Byle do wiosny...?
Czwartkowy ranek pomalował niebo na wschodzie niesamowicie cudownie, kolory jakich jeszcze nie widziałam, cieniowane przejścia..pół nieba miało w sobie narysowaną radość wstającego dnia, a chodniki, płoty i nawet kikuty różanych krzewów skrzyły się diamentowo.. Jednak od piątku pada, mży, siąpi, leci  z nieba ja…

Ognista trąba, kule armatnie i listopadowa Rhapsodia

Obraz
Patrzę przez okno w łazience i widzę jak ogromna trąba powietrzna nadciąga w stronę mojego domu... Nie jest to "zwyczajna" trąba powietrzna ale ognista, stożek płomieni i lawy.
Biegnę przez pole, drogę, boisko uciekając przed nadlatującymi kulami armatnimi. Są ogromne i lecą w dziwnym,zwolnionym tempie, ogromnieją w oczach kiedy się zbliżają, a kiedy już jestem pewna, ze mi się udało, zmieniają bieg podążając za mną.. Ostatecznie spadają wbijając się w ziemię, tuż tuż obok mnie..
Prawie udało mi się uciec z niewoli, z obozu jenieckiego, jeszcze tylko muszę przepłynąć wielki basen. Łatwizna przecież, nadzieja jest. Tylko skąd w tym basenie takie małe plastikowe coś... to coś łączy się z sobą w coraz większe i dziwne, oplata mnie i spowija. Nie mogę już płynąć, każdy ruch powoduje coraz mocniejsze splatanie, zaraz utonę.

Takie sny...i jak tu się wyspać?

Nie wiem skąd to się bierze, nie ma uzasadnienia w codzienności, która jest ostatnio bardzo codzienna, ale w dość przyjemny s…

Jestem, Jestem

Obraz
Naprawdę nie było mnie tutaj aż tak długo? Muszę sobie przypomnieć jak to się robi, więc usiadłam i klikam… Trudniej mi choćby ze względów technicznych, bo komputer był się rozchorował i na leczenie trafił.. Straciłam większość danych.. A teraz nowego (znaczy…nowszego niż miałam) Windowsa testuję. Mój stary rupieć chyba nie bardzo jest kompatybilny z tym programem… Zresztą.. nie ma co się tłumaczyć. Wsiąkłam i tyle. Przecieka mi czas przez palce, co pewnie świadczy o tym, że ten czas jest dobry, ale .. nie jestem pewna. Byliśmy nad tym morzem, a daaawno to było, bo jeszcze lato trwało. Udało się cudownie, pogoda łaskawość okazała ( w tym roku było o to nie trudno zresztą) Pobierowo na bis warte było tej drogi tam, choć już nigdy więcej wieczorem nie chcę!!!! Ślubny nerwowy, zapierdzielał naszą żółtą strzałą, na zakrętach miałam karuzelę… zamykałam oczy i do anioła stróża prośby słałam…Szczególnie kiedy pytanie moje dlaczego tak zapierdala, niech chociaż na tych zakrętasach serpentyno…