Posty

Na dzień przed wyjazdem.... uwaga na tsunami!

Harry właśnie na trawniku..reanimuje mysz. Pochwaliłam tego mordercę, w końcu od tego jest, by myszy łapać. Podrzuca ją, choć biedaczka już raczej nie ucieknie. Nie można jednak powiedzieć, że jej szans nie dał ... Ok, ale do domu niech jej nie przynosi! ..... To było wczoraj. A wieczorem nie wrócił na noc! Chyba spodobała mu się zabawa, albo poczuł się w obowiązku i trwał na warcie całą noc. Do domu przywołał go Ślubny, ale dopiero rano, przed pracą! Co to była za noc! Dzieciaki yhm.. no dla mnie dzieci, spływały do domu na raty, co jedno to później! A kot wcale, a ja na nasłuchu, czy karmę chrupie, czy nie wrócił. Głupio się tak martwić, każdy mówi, że wróci.. a jednak kiedyś był taki co nie wrócił i .. no cóż.. nie byłam nigdy zbyt nadopiekuńczą matką, to mi się teraz przy kocie nadrabia zaległości! Dobrze, ze dziś mam wolne i mogłam odespać, kiedy już było wiadome, że wszyscy do gniazda powrócili....
Parę dni temu, w łazience, przeżyłam szok, niestety dodatkowo w sytuacji..powiedzmy…

Urlopowo, zakupowo, sielankowo i ..małżeńsko dyplomatycznie ;)

Urlop trwa, jeszcze do wyjazdu kilka dni. Udało mi się wpaść w rytm i nawet czuję, że złapałam reset.
Bardzo dużo już zrobiłam, nie mówię tu o praniu, czy zakiszaniu ogórków, albo innym takim (ale to też zrobiłam) . Pranie zresztą to teraz sama przyjemność, schnie w locie, pachnie wiatrem i słońcem.. Głównie czytam, oglądam filmy, towarzysko się udzielam. Wysypiam się jak chcę, co polega na tym, że wczoraj wstałam ok 6.00. Po prostu obudził mnie Ślubny wychodzący do pracy, a mój organizm stwierdził, że woli wstać wcześniej, a za to rześko. Poprzedniego dnia zwlekłam się z łóżka po długim śnie i byłam przymulona jak tona żwiru, miałam zwolniony rozruch. A ten wczorajszy dzień był jak w piosence" obiecał mi poranek szczęście dziś" i tak było. To był naprawdę fajny dzień. Z ranka odwiedziłam koleżankę, u której były cudowne małe kociaki i przepiękny szczeniak. Wygłaskałam psiczkę, na ręce wzięłam kociaczka, a potem jego mamę. To moja ulubienica, jest taka milutka i filigrano…

"Nie ma to jak na wsi rankiem: pachnie gównem i rumiankiem"

Już do was idę, tylko odszufluję górę kurzu i stosy pajęczyn omiotę z bloga. Przynajmniej mam zamiar coś skrobnąć i wstawić, ale z netem ostatnio się dzieje coś, że strzela mnie ciężka cholera. Tnie nawet reklamy. To już nawet nie na korbkę, a może ślimak z anemią go napędza.
Klawiatura chyba też jakaś niekompatybilna ze mną, działa odstraszająco na słowa.. ale dziś się nie dam!
Nadzieja w tym, że może ślimak dostał poślizgu po deszczu.
Nie dzieje się nic, a zarazem wszystko. To po prostu życie. Wstawanie do pracy, obiady, wieczory przy otwartym balkonie, narzekanie na upały, narzekanie, że akurat pada, wąchanie powietrza po deszczu i wąchanie smrodów z pól, w przelocie imieninowe ciasto i grill, Harry szukający ucieczki przed upałem rozpłaszczający się na kafelkach, jego życzenia pogłaskania i wymruczenie serenady o 3.30. rano czy w nocy? Zależy jak na to spojrzeć. Jeszcze niedawno wstawało słońce i budziły się o tej godzinie ptaki, dziś już było ciemno. Jeszcze lato, a już jesień w tl…

Turla się dzień za dniem

Obraz
Narzekaliśmy na upały, to teraz mamy! A raczej nie mamy lata... Straszy się nas nawet, że lato już było, więcej nie będzie w tym roku. Mam nadzieję, że tylko tak straszą, bo jak stwierdziła moja pani ginekolog, kiedy powiedziałam, że podobno mammografia jest szkodliwa: "w tym kraju zawsze czymś straszą" .To nawet prawda: jak nie ptasia grypa. to świńska, albo zabójcze ogórki...
W sobotę odwiedziła mnie koleżanka D., która obecnie mieszka w Szwajcarii. Udało nam się wypić kawę, zjeść ciacho i pogadać. Dostałam – tak jakby urodzinowo - kawał szwajcarskiego sera śmierdziela i czekoladki w "krowim dzwonku" D. przyjechała ze swoim ukochanym pieskiem. To miły i kulturalny psiak, ponoć bardzo lubi koty. Harry widocznie nie wiedział, że lubi, albo myślał, że lubi je jeść, bo na widok tego gościa zrobiło się z niego półtora kota, a na środku grzbietu, tam gdzie ma ciemniejszą pręgę, sierść mu stanęła jak kolce u smoka. Kiedy wzięłam go na ręce pałał oburzeniem i pufał mi do…

A tak sobie...

Obraz
Niedzielna burza spłukała upał, zrobiło się nagle ożywczo. Trochę szkoda, bo miałam plany jeziorne. Powinno mi dać do myślenia to, że najlepiej wychodzi mi to czego nie planuję. Upał w pracy, a na wolnym.. noo nie jest tak źle.. Znów zwalam na coś choć to ja sama stoję w rozkroku, nadal. Między tym, że czegoś chcę, a czego się boję, albo co mogłoby się zadziać SAMO. Chyba sama sobie marnuję urlop patrzeniem na zegarek, że tak szybko ucieka to wolne.. książka, komp, trochę pracy w domu..a ja nie doceniam! I dziwne to jest, bo zdaję sobie z tego sprawę, a nie umiem wpłynąć na siebie. Rozum wie, ale chyba jest go za mało, by opanował organizm ;) taa.. bo wypoczywać też trzeba umieć! Omm.. ommmm... Kilka oddechów, policzyć do stu, wziąć leżak, postawić w słońcu i założyć słuchawki NA uszy (NA bo nienawidzę tych dousznych.. bolą mnie od nich uszy, może mam jakieś dziwne?) książka, herbatka i odprężyć się!
Aaaa.. coś mi się przypomniało. Tu chyba nie pisałam... Oglądałam ślub księcia Har…

W rozkroku między sobą, a sobą, przeszłością a teraźniejszością...

Wczoraj było wczoraj i na szczęście nie dziś. Bo wczoraj nie było dla mnie łaskawe ani miłe. Niby nic aż tak, a jednak... Zaczęło się ćmieniem pod ciemieniem zaraz po przebudzeniu. Niemiły początek, choć udało się to ćmienie przewietrzyć podczas drogi do pracy, bo ranek był wyjątkowo chłodny, tak niespodziewanie. Niespodziewanie, bo ostatnio nas aura rozpieszcza ciepełkiem, delikatnie mówiąc. Było słonecznie, a rześkość była taka otrzeźwiająca, że wywiała ćmienie, jednak nie na zawsze... W pracy się okazało, że chyba nie zabrałam telefonu, gorzej, że może jednak zgubiłam?? Bo wkładałam do torebki, chyba.. Niepewność niemiła. Tak na półmetku pracy, niepokojące mroczki okazały się migreną. Natychmiast strzeliłam jej z przciwbóla. Szybka reakcja sprawiła, że dało się przeżyć. W domu szybko ale wcale nieszybki obiad i potem taka, rzadko u mnie spotykana, drzemka. Aaa.. telefon się znalazł. Faktycznie włożyłam go do torebki, tylko nie do tej. Tak to jest, jak CZŁOWIEK ma dwie :P Trochę ws…

Czas, kiedy życie smakowało powidłami śliwkowymi..

Majowe lato trwa w najlepsze, mam nadzieję, że tak potrwa aż do października. Ha! Jak mieć nadzieję to potężną, by mi się ta nadzieja nie marnowała;) Szkoda tylko, ze i ten ostatni majowy weekend nie będzie moim długim. Dlatego liczę na to, że los okaże się sprawiedliwy i przyzwoity i w sierpniu, kiedy będę mieć urlop, też lato prawdziwe da.
Przeczytałam książkę.. Kto mnie zna, wie, ze czytam książki, wracam potem do nich kiedy mnie najdzie ochota. Dlatego lubię je MIEĆ. Niech Bóg błogosławi bibliotekom, ale muszę mieć SWOJE książki, by niezależnie od czegokolwiek móc po nie sięgnąć. Ostatnio odkryłam możliwość kupowania ich za parę złotych, używanych wprawdzie, ale mi to nie przeszkadza. No i zapadłam w kolejny nałóg, mam do nich chyba skłonności. Do nałogów znaczy ;) Już wiem, że z jednego nałogu tylko inny nałóg mnie wyciągnąć potrafi. Oprócz skłonności do nałogów, mam też skłonności do dygresji..jak widać ;) . taaa... Tą książkę, którą skończyłam czytać dziś, czytałam po raz pierw…