Posty

Sio burości, sio myśli niechciane..

Obraz
Chrupię marchewkę, w oczekiwaniu aż ugotują się ziemniaki. Głodna jestem i choć już wczoraj ugotowałam na dziś pulpety w sosie pomidorowym, to jednak doczekać się obiadu nie mogę...  Stałam nawet nad garnkiem, ale wiadomo, że to przekorna bestia. Jak stoisz i pilnujesz to gotować się nie ma zamiaru, natomiast odwróć się na chwilę to zaraz kipi.. No cóż.. może pogoda w stylu: "jeszcze się nie zrobiło jasno, a już ciemno" sprawia, ze nawet w gotowaniu dopatruję się przekory i złośliwości w przedmiotach nieożywionych... Klawiatura zresztą też wstawia mi co chwilę nie takie literki..i muszę poprawiać, a moja cierpliwość ostatnio jest taka, ze wrrrr....
Byle do wiosny...?
Czwartkowy ranek pomalował niebo na wschodzie niesamowicie cudownie, kolory jakich jeszcze nie widziałam, cieniowane przejścia..pół nieba miało w sobie narysowaną radość wstającego dnia, a chodniki, płoty i nawet kikuty różanych krzewów skrzyły się diamentowo.. Jednak od piątku pada, mży, siąpi, leci  z nieba ja…

Ognista trąba, kule armatnie i listopadowa Rhapsodia

Obraz
Patrzę przez okno w łazience i widzę jak ogromna trąba powietrzna nadciąga w stronę mojego domu... Nie jest to "zwyczajna" trąba powietrzna ale ognista, stożek płomieni i lawy.
Biegnę przez pole, drogę, boisko uciekając przed nadlatującymi kulami armatnimi. Są ogromne i lecą w dziwnym,zwolnionym tempie, ogromnieją w oczach kiedy się zbliżają, a kiedy już jestem pewna, ze mi się udało, zmieniają bieg podążając za mną.. Ostatecznie spadają wbijając się w ziemię, tuż tuż obok mnie..
Prawie udało mi się uciec z niewoli, z obozu jenieckiego, jeszcze tylko muszę przepłynąć wielki basen. Łatwizna przecież, nadzieja jest. Tylko skąd w tym basenie takie małe plastikowe coś... to coś łączy się z sobą w coraz większe i dziwne, oplata mnie i spowija. Nie mogę już płynąć, każdy ruch powoduje coraz mocniejsze splatanie, zaraz utonę.

Takie sny...i jak tu się wyspać?

Nie wiem skąd to się bierze, nie ma uzasadnienia w codzienności, która jest ostatnio bardzo codzienna, ale w dość przyjemny s…

Jestem, Jestem

Obraz
Naprawdę nie było mnie tutaj aż tak długo? Muszę sobie przypomnieć jak to się robi, więc usiadłam i klikam… Trudniej mi choćby ze względów technicznych, bo komputer był się rozchorował i na leczenie trafił.. Straciłam większość danych.. A teraz nowego (znaczy…nowszego niż miałam) Windowsa testuję. Mój stary rupieć chyba nie bardzo jest kompatybilny z tym programem… Zresztą.. nie ma co się tłumaczyć. Wsiąkłam i tyle. Przecieka mi czas przez palce, co pewnie świadczy o tym, że ten czas jest dobry, ale .. nie jestem pewna. Byliśmy nad tym morzem, a daaawno to było, bo jeszcze lato trwało. Udało się cudownie, pogoda łaskawość okazała ( w tym roku było o to nie trudno zresztą) Pobierowo na bis warte było tej drogi tam, choć już nigdy więcej wieczorem nie chcę!!!! Ślubny nerwowy, zapierdzielał naszą żółtą strzałą, na zakrętach miałam karuzelę… zamykałam oczy i do anioła stróża prośby słałam…Szczególnie kiedy pytanie moje dlaczego tak zapierdala, niech chociaż na tych zakrętasach serpentyno…

Niedziela niedzieli nierówna

Muszę coś zacząć, bo oczy chyba na zapałki zaraz będę musiała sobie otworzyć. Na kawę za późno, bo (paradoksalnie) i tak kiepsko sypiam ostatnio... Nie wiem skąd mi się to znów wzięło: czy to przez koniec lata, choć jeszcze babie lato trwa... Jeszcze złota jesień w oddali majaczy ( a jest ponoć na nią szansa w tym roku).. Zima wydaje się jeszcze niemożliwa, więc niby Niedźwiedzie jeszcze na chodzie być powinny...
Intensywne mam te weekendy ostatnio i potwierdza sie reguła, że im więcej się robi, tym więcej się chce. No i bardziej się pada na nos w poniedziałek. 
W poprzedni weekend zaliczyłam kaca, więc na to 10 lecie mam już sprawę melanżu i sponiewierania zaliczoną. Nie lubię tego uczucia, kiedy nie jestem pewna każdej sekundy, że było tak jak było, małe luki mi zostały. Może dlatego dopiero trzeci raz w życiu mi się tak zdarzyło i wolę tego nie powtarzać. Drinki rzecz zdradliwa, szczególnie w papierowych kubkach. Ubawiłam się jednak mega, kac jest tylko ceną. Choc wygórowaną, ows…

Wakacyjna relacja, czyli jak nam tam było

Obraz
Już dawno wkręciłam się w trybiki codzienności, urlop jest wspomnieniem, sierpień 2018 prawie też.. Bateryjki naładowały mi się solidnie, więc jeszcze ciut ciut power mam.
Wyjazd nad morze był nad wyraz udany. Pogoda wspaniała, prawdziwie plażowa. Morze cieplutkie (jak na Bałtyk) zatem wytaplałam się solidnie. Mieliśmy też w tej samej miejscowości znajomych, więc kilka wieczorów spędziliśmy wesooołooo. Uśmiałam się jak za dawnych, dobrych czasów. Dzięki spotkaniom z naszym towarzystwem, wyjazd stał się idealny. Opaliłam się, ale mądrze, więc nie oblazłam. Ta wylinka nad Wisłą zatem nie moja, jakby co... Hulaj dusza, kalorii nie ma...Oprócz spacerów, spacerów, spacerów, godzin na plażowym leżaku, zaliczyliśmy smażone dorsze, gofry, świeże wędzone pstrągi, Synuś oczywiście swoje frytokebaby z TEGO konkretnego stoiska (balaninka czy kuczaczek? Ostsymy cy łagodzimy?), ognisko, litry piwa "z kija", lody od Szkolnickiego (z maszyny, ale jaki urodzaj smaków!!! np Mango, banan, snick…

Na dzień przed wyjazdem.... uwaga na tsunami!

Harry właśnie na trawniku..reanimuje mysz. Pochwaliłam tego mordercę, w końcu od tego jest, by myszy łapać. Podrzuca ją, choć biedaczka już raczej nie ucieknie. Nie można jednak powiedzieć, że jej szans nie dał ... Ok, ale do domu niech jej nie przynosi! ..... To było wczoraj. A wieczorem nie wrócił na noc! Chyba spodobała mu się zabawa, albo poczuł się w obowiązku i trwał na warcie całą noc. Do domu przywołał go Ślubny, ale dopiero rano, przed pracą! Co to była za noc! Dzieciaki yhm.. no dla mnie dzieci, spływały do domu na raty, co jedno to później! A kot wcale, a ja na nasłuchu, czy karmę chrupie, czy nie wrócił. Głupio się tak martwić, każdy mówi, że wróci.. a jednak kiedyś był taki co nie wrócił i .. no cóż.. nie byłam nigdy zbyt nadopiekuńczą matką, to mi się teraz przy kocie nadrabia zaległości! Dobrze, ze dziś mam wolne i mogłam odespać, kiedy już było wiadome, że wszyscy do gniazda powrócili....
Parę dni temu, w łazience, przeżyłam szok, niestety dodatkowo w sytuacji..powiedzmy…

Urlopowo, zakupowo, sielankowo i ..małżeńsko dyplomatycznie ;)

Urlop trwa, jeszcze do wyjazdu kilka dni. Udało mi się wpaść w rytm i nawet czuję, że złapałam reset.
Bardzo dużo już zrobiłam, nie mówię tu o praniu, czy zakiszaniu ogórków, albo innym takim (ale to też zrobiłam) . Pranie zresztą to teraz sama przyjemność, schnie w locie, pachnie wiatrem i słońcem.. Głównie czytam, oglądam filmy, towarzysko się udzielam. Wysypiam się jak chcę, co polega na tym, że wczoraj wstałam ok 6.00. Po prostu obudził mnie Ślubny wychodzący do pracy, a mój organizm stwierdził, że woli wstać wcześniej, a za to rześko. Poprzedniego dnia zwlekłam się z łóżka po długim śnie i byłam przymulona jak tona żwiru, miałam zwolniony rozruch. A ten wczorajszy dzień był jak w piosence" obiecał mi poranek szczęście dziś" i tak było. To był naprawdę fajny dzień. Z ranka odwiedziłam koleżankę, u której były cudowne małe kociaki i przepiękny szczeniak. Wygłaskałam psiczkę, na ręce wzięłam kociaczka, a potem jego mamę. To moja ulubienica, jest taka milutka i filigrano…