Sielsko, urlopowo
Czwartek, czyli jekby 4 dzień urlopu.. (Prawie połowa - gdzieś tam z tyłu głowy mi się odlicza) a ja dopiero dziś czuję się urlopowo! Cóż.. zawsze tak "rysa na szkle" , szkoda że z niej nie wyrosłam tak jak z ukochanej jeansowej kiecki sprzed 13 lat! Nie żebym była wcześniej zawalona robotą, ot zwyczajnie: obiad, pranie. Przyczyna nieznana, może organizm dopiero zrozumiał ten stan? Po 2 dniach, potrzebnego deszczu, dziś jest słonecznie, wiaterek ożywczy, pognałam do biblioteki, teraz wytachałam nowy, wygodny leżak (prezent od taty na urodziny), kawka z mlekiem i cynamonem( reguluje cukier) i rozsiadłam się na ogródku. Planowałam się ztrzaskać na mahoń przed wyjazdem, ale po 15 minutach wlazlam w cień altany. No i błogo. Ptaszki świergolą na całą epę, liście orzecha sąsiadów i wiśni-dziczki zza płotu szeleszczą, obiad zrobiony (zupa fasolowa z fasolki szparagowej na słodko-kwaśno, taka jaką mama gotowała.. z tym że mama zwykle na ogonach wieprzow...