Chaotyczne wszystko i nic

I znów sobota. Im jestem starsza tym szybciej mijają te dni! Wrzesień już dawno minął półmetek, lato dobiega końca. Rozpieszcza nas nawet pogodą ta końcówka.
Dziś sobota wstała pochmurna, dużo chłodniejsza. W tej chwili jednak słońce znów króluje. Wiatr wieje tak mocno, że moje wyprane pościele nadymają się jak żagle, mam nadzieję, że przypięłam je dość mocno, by nie zbierać potem po okolicy.

Kociak zasnął na swoim ulubionym fotelu. Jest kochany, słodki, łobuziak :) Pan (znaczy Ślubny) oczywiście na kota w domu patrzy krzywo, wyrzeka, narzeka, każe nam go wytresować(?) by nie skakał po fotelach, tapczanie... hmm.. ja jedynie kociakowi bronię stołu i żeby do kuchni nie wchodzi.ł. Kuchnię z obawy by czasem piekarnikiem się nie oparzył, albo jakiegoś garnka z wrzątkiem na siebie nie zwalił, no i by czasem ślubnemu nie dać argumentu, ze kręci się przy naszym żarciu "i czegoś jeszcze załapiemy". Przy nim się tez staram za bardzo nie rozczulać i przytulać z kocią konkurencją;) A jednak wiem, że przed wyjściem do pracy zagląda do kociaka (w piwnicy) i sprawdza czy ma mleko. I rożne takie gesty, które świadczą o tym, ze tez oczarował się kicią, ale za żadne skarby się do tego nie przyzna. A przecież.. jakby zyskał w moich oczach! Powinien już wiedzieć, że od kiedy jest kot to mi jest lepiej. Że jestem lepsza dla niego, a nawet bardziej dbam o porządek w domu (no bo kociak by mógł coś zgrzebać..;P)

Ten mój poślubiony przed wieloma laty mężczyzna, jest tak pełen sprzeczności, że nawet ja nie nadążam. Potrafi, mimo zmęczenia, jechać zawieść temblak mojej koleżance, której syn skręcił rękę. Pożyczy, pomoże, załatwi...A jednocześnie ma w sobie tyle okrucieństwa, potrafi przywalić słownie tam gdzie mnie najbardziej boli.. w kompleksy, a nawet .. w śmierć mojej mamy! Stale usiłuje mi obrzydzić taty "kobietę". A dlaczego ja mam jej nie lubić? Tata jest z nią szczęśliwy, a ona jest miła. Nie jej wina, że mama nie żyje....

eeech....


Mój bratanek, równocześnie mój chrześniak kończy dziś 18 lat.. Imprezkę dla młodzieży już miał, wieczorem idziemy do niego na tort.

Wynosiłam pranie na dwór, w wielkim koszu...niezdarnie zahaczyłam o mur, odbiło mnie na ścianę i zbiłam oraz zdarłam sobie łokieć. Przyszłam do domu i pokazałam Synusiowi co sobie bidulka narobiłam. Wykonał matczyny gest uzdrawiający. Znaczy: pocałował mnie w bolące miejsce. Kochany. A faktycznie jakby od razu mniej bolało. I w sercu jakby się ociepliło.

Od paru dni mam problem z pocztą. Tlen mi pozmieniał ją tak, ze to co usunęłam jakby wracało, listy gdzies mi się chowają, a to co wysyłam jakby nie było wysłane...Denerwuje mnie to strasznie. Szkoda,że nie mogę wrócic do starej wersji..nie mogę?

Kociak się obudził i bawi się kawałkiem szmatki... Mogłabym tak patrzeć na niego cały dzień. Nawet podrapanie mu wybaczam. Ile się z dzieciakami naśmiejemy, razem, z harców tego kociaka. To też jest fajne. Mniej zaglądam do netu, chyba także z kociego powodu.. hmm..

W pracy kocioł remontowy jeszcze większy, bo zabrali się teraz za moje terrarium, przez co ja zostałam wyekspediowana do..kuchni. Zrobili mi "okienko" w drzwiach ..ihih.. Z nerwów nie spałam pół nocy, z obawy jak to wyjdzie, ale jednak jakos wczoraj poszło. Poradziłam sobie. Wróciłam z kopalnią kurzu w nosie, zmęczona strasznie, potem szybki obiad, jakiś kurczak z makaronem w śmietanowym sosie.. Przed snem jeszcze usłyszałam jak to w tej sukience okropnie wyglądam, że wylewam się z niej.... a jednak zainteresowany był potem tym co się wylewa.. Dziwne, nie?

Teraz słyszę jak Córa pogadankę Harremu robi, że przeciez rozmawiali już na ten temat, że ludzi się nie gryzie, ani nie drapie..hihihh...

Taak.. ogólnie nie jest mi źle. Owszem jest taka część mojej duszy, w którą się wdała martwica. Tak już chyba zostanie, bo nie wiem czy amputować się całkiem da...Nawet nie wiem czy chcę by przestało boleć. W życiu potrzeba nie tylko cukru, pieprz i sól też jest konieczna.

Jak zwykle chaotycznie poskakałam po tematach, ale przeciez.. tak skaczą kobiece myśli :)

Komentarze

  1. znaczy dzieje się, a ślubny to zazdrosny jak pieron ;) szkoda, bo mógłby się od kota wiele nauczyć ;) ja niebawem skończę swoje urlopy i L4 i znowu będzie zapiernicz, ale... nie jest źle :) i chociaż bardziej lubię piesy to zazdraszczam ci tego koteła...

    OdpowiedzUsuń
  2. masz kotka? jacie, a pamiętam jak kiedyś pisałaś, ze chciałabyś, ale Ślubny nigdy się na to nie zgodzi, a jednak "nigdy nie mów nigdy" się sprawdziło. fajnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Kociak ożywił trochę codzienność. Doskonale rozumiem jak mówisz, że mogłabyś godzinami obserwować harce kociaka :) Może i Ślubny w końcu przyzna się do tego, że uwielbia tego zwierzaka.
    Chyba do końca remontu już bliżej niż dalej, ciągnie się trochę. Ale potem będzie piękni - zapewne

    Pozdrawiam

    Clara

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas było podobnie. Z początku pan mąż na psa psioczył i wynajdował każde psie przewinienie, które urastało do poziomu niemalże sali sądowej. Tak było kiedyś. A teraz? nasz jamnior jest z nami już 10 lat i co? pan mąż ma chyba większego ,,kota,, na jego punkcie niż ja, chociaż ja też zafiksowana jestem na maksa jeśli chodzi o to nasze czworonożne szczęście :).
    Wylewasz się z sukienki? zawsze możesz powiedzieć, że to lepiej niż sukienka miałaby się na Tobie rozłazić... :P:P:P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ten sam Księżyc nad nami

W tej kałuży ktoś się nurza...

Pollyanna nadal mieszka we mnie