W tej kałuży ktoś się nurza...
Polatać po blogach mi się chce, zobaczyć co gdzie i czy się poprzenosiliście (proszę o cynk, jakby co!) ale mam teraz tylko godzinę i jeśli najpierw czegoś nie napiszę..to nie napiszę nic! Jak zwykle prywata wygrywa, choć.. nie wiem czy faktycznie wygra, bo kiedy tu siadam ulatują mi wszystkie tematy... chyba jakieś feng shui trzeba zastosować, bo miejsce to kradnie mi ostatnio wenę. Tak naprawdę to feng shui przydałoby się mojej głowie... Może coś z dawniejszych czasów, skoro brakuje mi chęci by napisać co teraz u mnie.. Trzeba chyba przepchać w głowie wspomnienia, wtedy zrobi się miejsce na klikanie teraźniejsze? hmm.. a może ja już o tym opowiadałam? SKS! Dni bure, deszczowe. Cały weekend padało. Lubię deszcz, ale po upalnym dniu. Taki jak wtedy kiedy poszłyśmy z G na spacer. Było to lat temu kilkanaście chyba, ale zapewniam, że obie byłyśmy już wtedy dorosłe (no niby), matki dzieciom przecież! Pamiętam, że to ja wtedy wyciągnęłam G na spacer, bo wściekłam się na Ślubneg...