Czas, kiedy życie smakowało powidłami śliwkowymi..

Majowe lato trwa w najlepsze, mam nadzieję, że tak potrwa aż do października. Ha! Jak mieć nadzieję to potężną, by mi się ta nadzieja nie marnowała;) Szkoda tylko, ze i ten ostatni majowy weekend nie będzie moim długim. Dlatego liczę na to, że los okaże się sprawiedliwy i przyzwoity i w sierpniu, kiedy będę mieć urlop, też lato prawdziwe da.

Przeczytałam książkę.. Kto mnie zna, wie, ze czytam książki, wracam potem do nich kiedy mnie najdzie ochota. Dlatego lubię je MIEĆ. Niech Bóg błogosławi bibliotekom, ale muszę mieć SWOJE książki, by niezależnie od czegokolwiek móc po nie sięgnąć. Ostatnio odkryłam możliwość kupowania ich za parę złotych, używanych wprawdzie, ale mi to nie przeszkadza. No i zapadłam w kolejny nałóg, mam do nich chyba skłonności. Do nałogów znaczy ;) Już wiem, że z jednego nałogu tylko inny nałóg mnie wyciągnąć potrafi. Oprócz skłonności do nałogów, mam też skłonności do dygresji..jak widać ;) . taaa... Tą książkę, którą skończyłam czytać dziś, czytałam po raz pierwszy jako nastolatka. To była książka niezapomniana, jak się teraz przekonałam, też ponadczasowa. Nic może ambitnego, nie, ja ambitnych nie czytam raczej. Obawiam się, że książkowe diskopolo to dla niektórych... Może przesadzam i jestem niesprawiedliwa, ale kto mi zabroni? Wolnoć Tomku.... Odczucia ta powieść budziła dobre, choć trochę zazdrościłam głównym bohaterom, może nawet bardziej niż trochę. Wciągałam się w ich świat, ale jeszcze jedno bardzo pamiętam z tamtego pierwszego czytania.. Otóż pod koniec, kilka stron brakowało, albo raczej były białe. Taki błąd to takie rozczarowanie dla czytacza. I teraz kupiłam sobie tą książkę licząc, że nie trafię równie felernego egzemplarza. Udało się, zatem mogłam się przenieść w ten cudowny książkowy świat, a jednocześnie w świat swoich młodych lat kiedy to równie namiętnie co czytałam, pożerałam powidła śliwkowe!

Hmm.. W te nastoletnie lata, jakiś głównie rok, może jedno lato, powidła śliwkowe, wyjadane prosto ze słoika , to było moje najulubieńsze jedzonko. Teraz aż się wzdrygam, jak mogłam taaaakie słodkie coś wcinać łyżkami! Słoik dziennie, to było minimum. Teraz, owszem , nadal lubię powidła, ale na chlebie, z masłem... Z masłem tworzy idealne połączenie.. Z masłem i ze spieczoną, chrupiącą, skórką chleba. No tak.. jeść lubię tak jak czytać. Niestety.

A w razie jak by kogoś interesowało to tytuł tej akurat książki" Tajemnica białego pokoju" autor: Marta Tomaszewska. Jeszcze kupiłam jej "Zamach na wyspę" też wspominam ją bardzo dobrze, czytałam z wypiekami, niecierpliwie, ale jest zupełnie inna w treści niż "Tajemnica.."

Te najlepsze książki czyta się z zapartym tchem, mając mieszane uczucia; bo chce się jak najszybciej przeczytać, a jednocześnie, na zawsze zostać w tej opisywanej krainie..

Wczoraj był czwarty Dzień Matki, kiedy mojej mamie mogłam jedynie zapalić znicz i wstawić goździki w kamienny, nagrobny wazon. Minęły te lata niby szybko, a jednak jakby dopiero co...
Chwila zadumy... Smutku, mimo pięknych okoliczności przyrody.

Komentarze

  1. pogoda faktycznie rozpieszcza :)
    będę trzymała kciuki aby w sierpniu także stanęła na wysokości zadania,
    ja tez czytam mało ambitnie. ale o to chodzi. czytanie ma być rozrywką, a nie, ze ja zmęczona po robocie mam jeszcze wytężać umysł aby coś zrozumieć? eee, to byłoby bez sensu :))
    polecanej przez Ciebie książki nie czytałam a przynajmniej sobie nie przypominam. może nadrobię :)
    u mnie w tym roku, to ósmy rok bez. czasem wydaje mi się, ze to było dopiero co, a tu już tyle czasu minęło.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ten sam Księżyc nad nami

W tej kałuży ktoś się nurza...

Pollyanna nadal mieszka we mnie