Wakacyjna relacja, czyli jak nam tam było

Już dawno wkręciłam się w trybiki codzienności, urlop jest wspomnieniem, sierpień 2018 prawie też.. Bateryjki naładowały mi się solidnie, więc jeszcze ciut ciut power mam. Wyjazd nad morze był nad wyraz udany. Pogoda wspaniała, prawdziwie plażowa. Morze cieplutkie (jak na Bałtyk) zatem wytaplałam się solidnie. Mieliśmy też w tej samej miejscowości znajomych, więc kilka wieczorów spędziliśmy wesooołooo. Uśmiałam się jak za dawnych, dobrych czasów. Dzięki spotkaniom z naszym towarzystwem, wyjazd stał się idealny. Opaliłam się, ale mądrze, więc nie oblazłam. Ta wylinka nad Wisłą zatem nie moja, jakby co... Hulaj dusza, kalorii nie ma...Oprócz spacerów, spacerów, spacerów, godzin na plażowym leżaku, zaliczyliśmy smażone dorsze, gofry, świeże wędzone pstrągi, Synuś oczywiście swoje frytokebaby z TEGO konkretnego stoiska (balaninka czy kuczaczek? Ostsymy cy łagodzimy?), ognisko, litry piwa "z kija", lody od Szkolnickiego (z maszyny, ale jaki urodzaj sma...