Znaki, mosty i codzienność
Strasznie ostatnio zaniedbuję tą cześć mojego życia, ten świat jaki sama stworzyłam. W sumie : skoro stworzyłam to mogę i zniszczyć, ale.. czy jednak jest tak, że jeśli coś stworzyłeś, to stajesz się za to odpowiedzialny? A blog zaczyna trochę żyć sam, swoim, swoistym, wirtualnym życiem. A do tego jestem kiepska w zamykaniu. W zamykaniu części swojego życia, przymykam, ale zostawiam jakąś furtkę, uchylenie.. bo nie umiem uciąć radykalnie, nawet jeśli powinnam. Sama sobie tłumaczę, że zamknąć, uciąć, spalić mosty zawsze zdążę, ale to raczej takie usprawiedliwienie. Był ostatnio taki pewien dzień, kiedy przez 15 minut przybyło mi siwych włosów pod ciemną farbą, a życie skróciło mi się o dwa lata, przynajmniej.... Klientka przyniosła wiadomość o tym, że był wypadek, chłopak na skuterze. Pora, miejsce, okoliczności – wszystko pasujące do Synusia! Dzwonię do niego – nie odbiera. Dzwonię do jego szefowej (dzień praktyk uczniowskich) nie odbiera. To napisałam do niej smsa, że się denerwuję...