Jako ten aktor na scenie ;)
Na pewno jest wtorek? Nie piątek? A może jednak? Bo ja zrobiłam obiad piątkowy: śledzie w śmietanie. Choć kłamię. Śmietana nie była śmietaną, bo wolimy maślankę. Nie ze względu na kalorie czy koszt, ale na smak. Akurat dobrze się składa.. bo zwykle smaczniejsze to co niezdrowe lub bardziej kaloryczne. Do tego pyry w mundurkach i już. Ślubny zachwycony. Synuś za to woli te ziemniaki z masłem. Też dobrze. Mnie tata poczęstował królikiem, w śmietanowym sosie. A Córa w Poznaniu sama coś sobie musiała upolować na obiad. Najpewniej ugotowała leniwe, albo otworzyła gołąbki. W ten oto sposób każdy zjadł coś innego. Obiad niestety nie ma magicznych właściwości. Nadal jest wtorek. Z drugiej strony… Czas pędzi tak strasznie, że niepotrzebnie go jeszcze popędzać… Ślubny zjadł i począł ciężko wzdychać. Rozdawali już Oskary w tym roku? Ominęli najlepszego aktora! Wzdychał, że sam musi gruz załadować na przyczepkę (z wykuwanych drzwi). No to zaproponowałam siebie. Do pomocy oczywiście. Po minie sądz...